Psychoterapeuta Monika Karpowicz
Jestem psychoterapeutką i trenerką Gestalt. Pracuję z osobami dorosłymi w terapii krótko i długoterminowej. Prowadzę terapię indywidualną i terapię par.
Jestem psychoterapeutką pracującą w nurcie terapii Gestalt. Szkolenie w zawodzie psychoterapeuty odbyłam w Instytucie Terapii Gestalt w Krakowie. Pracuję z osobami dorosłymi i młodzieżą w terapii krótko i długoterminowej. Prowadzę terapię indywidualną , terapię grupową oraz terapię par. Zajmuję się również psychoedukacją, prowadzę autorskie warsztaty rozwoju osobistego, grupy wsparcia, warsztaty d
16/04/2026
ROBBIE W "THE PITT" TO NIE JEST TYLKO KOLEJNY ZMĘCZONY LEKARZ. TO BARDZO PRECYZYJNE STUDIUM MĘSKIEJ DEPRESJI, KTÓRA NIE KRZYCZY, A POWOLI WYGASZA ŚWIATŁO.
Postać grana przez Noah Wyle’a w "The Pitt" ucieka w jedyne miejsce, w którym czuje, że ma jakąkolwiek kontrolę – do pracy. W szpitalnym chaosie, wśród procedur i zadań, Robbie próbuje zagłuszyć wewnętrzny rozpad. To klasyczny mechanizm: kiedy wszystko w środku się sypie, dowalamy sobie jeszcze więcej obowiązków, licząc na to, że zmęczenie fizyczne przykryje to psychiczne.
Problem w tym, że ta ucieczka tylko pogłębia dół. Praca na SOR-ze, która sama w sobie jest wycieńczająca, staje się dla niego toksycznym paliwem. Robbie resztkami sił trzyma fason przed światem, udając, że panuje nad sytuacją, podczas gdy pod spodem toczy go choroba, której nie da się "rozbiegać" ani wyleczyć kolejnym dyżurem.
Depresja wśród facetów to wciąż ogromny, przemilczany problem, bo jako społeczeństwo wciąż mamy zakodowane, że prośba o pomoc to kapitulacja. Wolimy zaciskać zęby i działać zadaniowo, tłumiąc wszystko, co nas boli. Wydaje nam się, że dopóki dowozimy wyniki w pracy, to wszystko jest okej. Niestety, to tylko iluzja, a wewnętrzna destrukcja postępuje po cichu, dopóki nie jest za późno.
"The Pitt" pokazuje to bez zbędnego patosu, ale za to z bolesną trafnością. To nie jest serial o bohaterze w lśniącej zbroi, tylko o człowieku, który tonie, próbując jednocześnie ratować innych. Bardzo celny i potrzebny komentarz do rzeczywistości, w której wielu z nas po prostu boi się przyznać do słabości.
16/03/2026
„Jak długo utrzymujesz "to" w sekrecie i blokujesz informacje, w gruncie rzeczy jesteś w stanie wojny z samym sobą. Ukrywanie najgłębszych uczuć pochłania ogromne ilości energii, wysysa motywację do osiągania ważnych celów i pozostawia cię znudzonym i zamkniętym w sobie. Tymczasem hormony stresu nie przestają zalewać twojego organizmu, wywołując bóle głowy i mięśni, kłopoty trawienne i seksualne oraz irracjonalne zachowania, które mogą krzywdzić ludzi w twoim otoczeniu, a ciebie samego wprawiać w zakłopotanie. Tylko jeśli określisz źródło tych reakcji twoje uczucia mogą ci posłużyć do identyfikacji problemów wymagających pilnej interwencji.”
Bessel van der Kolk, Strach ucieleśniony. Mózg, umysł i ciało w terapii traumy (tłum. Małgorzata Załoga)
fot. Dương Nhân
16/02/2026
„Podstawą szczęścia w życiu są: coś do robienia, ktoś do kochania i coś, na
co można mieć nadzieję”
George Washington Burnap
fot. Max Ravier,
29/12/2025
Nic dodać, nic ująć …
„Życie jest cudowne.
A potem jest okropne.
A potem znowu cudowne.
A pomiędzy cudownością a okropnością jest zwyczajne, prozaiczne i rutynowe.
Wdychaj to, co niesamowite, przetrwaj to, co okropne i odpoczywaj podczas tego, co zwyczajne. Życie po prostu takie jest.
Rozczulające, krzepiące, cudowne, okropne, zwyczajne. I oszałamiająco piękne”.
/L.R.Knost/
*****
17/12/2025
Luz zaczyna się tam, gdzie kończy się napinanie się na rozwój.
W pewnym momencie człowiek odkrywa, że nie potrzebuje nowych technik, tylko przerwy od technik.
Że analiza może być równie uzależniająca jak chaos, który miała uporządkować.
I że obsesja pracy nad sobą to często tylko elegancka wersja lęku.
Paradoks?
Największy progres przychodzi wtedy, kiedy przestajesz próbować go osiągnąć.
Bo świadomość nie rośnie od spinania się.
Świadomość rośnie w luzie i spokojnej refleksji.
Właśnie dlatego nie da się nikogo naprawić na siłę.
02/12/2025
K O L U Z J A
ZRANIENI W DZIECIŃSTWIE SIĘ PRZYCIĄGAJĄ.
I utykają w związkach koluzyjnych
• Agnieszka Wrzesień: „Mój partner wreszcie da mi to, czego całe życie szukałam, sprawi, że moje życie będzie pełniejsze. Przecież jesteśmy jak dwie połówki jabłka" – często myślimy tak, wchodząc w nowy związek. Skąd w nas oczekiwania, że druga osoba uleczy nasze życie?
• Justyna Dworczyk: Połówki… Nie jestem entuzjastką tego porównania, ale zostawmy jabłka. Początkiem takiego wyobrażenia jest intensywne poczucie braku i nieustępliwa nadzieja, że można go zniwelować przez odpowiedni dobór partnera. Jednak trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nie każda osoba może zostać obsadzona w takiej roli. Musi spełniać odpowiednie warunki. I nie zawsze musi to być partner, tak sformułowane oczekiwanie można kierować także w stronę potencjalnej partnerki. Żeby jednak znaleźć odpowiedź na twoje pytanie, należy się starannie skonfrontować z tym, czego deficyt mamy, skoro poszukujemy dopełnienia, i na co jesteśmy chorzy, skoro poszukujemy kogoś, kto ma nas uleczyć.
• Jakie to mogą być deficyty?
• Do najczęstszych potrzeb niezaspokojonych w dzieciństwie mogą należeć: czuła, troskliwa opieka, poczucie bycia utulonym, zachwyt i podziw w nieograniczonych ilościach. Jako dzieci uwielbialiśmy widzieć „błysk zachwytu w oczach matki" (autorem określenia jest znakomity psychoanalityk Heinz Kohut), i to niezależnie od tego, czy pokazywaliśmy jej jakieś wybitne osiągnięcie, czy niezgrabnego fikołka. To jest to ciągłe: „Mama! Mama! Patrz! Patrzysz?". Do tego dodałabym poczucie bezpieczeństwa, oczekiwanie, że ktoś nie tyle się mną zaopiekuje, ile uchroni mnie przed wszelkimi zagrożeniami. I na koniec – dość nieokiełznane pragnienie stworzenia idealnie zespolonej, harmonijnej pary.
Czasem wchodzimy w dorosłość z całym pakietem niedoborów, które zapisały się w nas jako domagające się spełnienia marzenia. Wcześniej kierowaliśmy je do naszych opiekunów, głównie matek – ze względu na to, że część tych pragnień pochodzi z bardzo wczesnego okresu, kiedy najsilniej związani byliśmy właśnie z matką. Niektórzy przeżywają to jak chorobę, tak jakby coś ich bolało, czują się chorzy i udręczeni. Dlatego, kiedy na horyzoncie pojawia się osoba, którą rozpoznają jako potencjalnego kandydata do uzupełnienia tych braków, nad jej głową pojawia się niczym świetlista łuna zapowiedź nieuchronnego końca tej udręki i początku idylli.
Pierwsze chwile takich spotkań bywają opisywane przez partnerów jako rażenie piorunem, iskrzenie, przenikanie, pokrewieństwo dusz, przeznaczenie, odnalezienie pasującej właśnie do nas wspomnianej, mitycznej połówki. Partnerzy nie wiedzą, niestety, że prawdopodobnie będą tworzyć związek koluzyjny, czyli ich elektryzujące spotkanie to zarzewie brzemiennego w skutki uwikłania.
• Związek koluzyjny?
• Od niemieckiego słowa „Kollusion" – zmowa – i łacińskiego „colludere" – zagraj razem. Jest to swego rodzaju tajny pakt obu stron. Tajny, dlatego że żadna z osób nie jest świadoma, że w ogóle zawiera jakąś umowę.
• Na co się umawiają?
• Na wzajemne wspieranie się w nierozwiązaniu swoich podstawowych problemów w relacjach.
• Ale jak to „nierozwiązaniu"?! Przecież widzieli w sobie szansę na coś odwrotnego, mieli się wzajemnie dopełnić.
• Ale nie widzieli, że oboje cierpią na to samo. Tylko pozornie ludzie dobierają się w tych związkach na zasadzie przeciwieństwa, że jedno z pary ma coś, czego temu drugiemu brakuje, i oboje teraz będą czerpać satysfakcję z idealnego połączenia. W rzeczywistości jednak temat, a właściwie problem relacji jest taki sam, partnerzy tylko rozgrywają go w spolaryzowanych formach.
Załóżmy, że tematem jest opieka i troska – jedna osoba z pary tę opiekę będzie sprawowała, a druga będzie z niej korzystać. Partnerzy ustawią się w tej scenie na dwóch krańcach tego samego problemu, jedno przyjmie na siebie rolę pomocnika, kogoś silnego, sprawczego, a drugie rolę słabego, bezradnego dziecka.
Autorem koncepcji koluzji jest Jürg Willi, szwajcarski psychiatra i psychoterapeuta. Wyróżnił on cztery modele uwikłania się partnerów, nazywając je zgodnie z opisywanymi przez Freuda fazami rozwoju psychofizycznego. Brzmią one dziś nieco archaicznie, ale do tej pory nikt nie znalazł i nie zastosował innych określeń. Nadal funkcjonują pod nazwami: model narcystyczny, oralny, sadystyczno-masochistyczny i falliczny.
Opisany przeze mnie model nosi charakter modelu oralnego. W nim ukryty przekaz jednego z partnerów jest taki: „Pragnę, żeby się mną opiekowano, bo w dzieciństwie mnie zaniedbywano. Ja raczej opiekować się nie będę, bo boję się, że mogę zawieść tak, jak zawodzili moi opiekunowie". Postawę drugiego partnera można opisać następująco: „To ja będę dla ciebie rodzicem idealnym. Nigdy nie pozwolę traktować cię tak, jak traktowano cię w przeszłości".
• Zastanawiam się, co złego jest w pomaganiu, we wzajemnym wspieraniu się. Dlaczego to taki problem w związku?
• Jeśli związek dotyczy rodzica i dziecka, to rzeczywiście układ jest idealny. My jednak rozmawiamy o dorosłych osobach, które poprzez ten konkretny wzór relacji próbują poradzić sobie z dziecięcymi ranami.
W związku koluzyjnym nie ma mowy o zamianie czy przeplataniu się ról, one są wyraźnie podzielone, a granice między nimi sztywno zaznaczone i skrzętnie pilnowane.
……..
• Da się uzdrowić relację zbudowaną na koluzji?
• Trzeba pożegnać iluzję, że partner może być panaceum na wszystkie nasze rozterki. Niestety, nie jest on w stanie sprostać tak trudnemu zadaniu, jakim jest zadośćuczynienie. Plasując partnera na takiej pozycji, traktujemy go przedmiotowo i stwarzamy szerokie pole do obustronnych nadużyć. Interesuje nas funkcja, jaką ma dla nas pełnić. Wiadomo więc, że prędzej czy później wszystko, co nie mieści się w ramach przypisywanej mu roli, sprawi, że zostanie odrzucony.
Mniej więcej połowie par udaje się dojść do przełomowego momentu w terapii. To się dzieje wtedy, kiedy oboje partnerzy dostrzegają, że są w niepisanej zmowie, że ją podtrzymują i w pocie czoła na nią pracują. Razem. Kiedy zauważają, że nawzajem się krzywdzą, i kiedy uznają swój ból i cierpienie, przywracają w sobie zdolność do empatii, uwaga zaczyna być kierowana na tę drugą osobę, własne zranienia i urazy odchodzą na dalszy plan, czyli mówiąc najprościej – da się uzdrowić, gdy odsłonią swoją wrażliwość.
Ta chwila, kiedy wreszcie opadają z sił i pozwolą sobie popatrzeć na własną bezbronność w obliczu potrzeby bycia widzianym, przyjętym, kochanym, jest bardzo wzruszająca zarówno dla nich, jak i dla terapeuty. Pary, które dotrą do tego miejsca, mają szansę na dobry związek. Zaczyna się inna praca. Tym osobom nie zależy już na tym, żeby utrzymywać się każde w swoim okopie. Mają wspólny cel: zakończyć grę, która ich wyniszcza. Wymaga to pewnej dojrzałości emocjonalnej, którą można rozwijać właśnie w terapii. Polega ona na zdolności do uznania, że spełnienie, o którym marzyli, nie jest możliwe, uczą się żyć z niedosytem, niedoskonałością i ograniczeniami obojga, a nawet potrafią czuć się w tym szczęśliwi.
WO 25.01.2024
fot. Pinterest
26/11/2025
„Agnieszka Jucewicz: Jeśli miałby pan zareklamować długoterminowy związek, jak by to pan zrobił? Dlaczego jest lepszy niż seria związków, które są przyjemne, a kiedy przestają takie być, to się kończą?
Stanley Ruszczynski: Dobra, długotrwała relacja to taka, w której ciągle się rozwijasz, czegoś uczysz - co to znaczy być rodzicem, co znaczy starzeć się, co to znaczy budować autonomię wewnątrz związku - ale to też relacja, która pozwala ci poznać drugiego człowieka na bardzo głębokim poziomie. I jeśli taki związek dopuszcza różne zmiany, jeśli pozwala ludziom go tworzącym dojrzewać, jest szansa, że przetrwa.
Jeśli takiej elastyczności brakuje, to nie mam nic przeciwko rozstaniu, tylko zawsze w takich sytuacjach mówię moim pacjentom: „Może rzeczywiście już nic nie da się zrobić, ale - błagam - spróbujmy zrozumieć, dlaczego się rozstajecie, bo jeśli nie zrozumiecie tych powodów, będziecie popełniać te same błędy z kolejnymi osobami".
Niebezpieczeństwem krótkich, seryjnych związków jest to, że ludzie się tak naprawdę nie angażują w drugiego człowieka. To sprawia, że nie rozwijają się psychologicznie, że ciągle popełniają te same błędy, bo są takie rzeczy, których możesz się nauczyć tylko w głębokim, długotrwałym, intymnym związku. Także tego, kim naprawdę jesteś i jaki ogromny masz potencjał."
Agnieszka Jucewicz, Grzegorz Sroczyński "Kochaj wystarczająco dobrze", Warszawa 2015, str. 57, rozmowa Agnieszki Jucewicz ze Stanleyem Ruszczynskim
fot Eldar Nazarov
25/11/2025
Obecnie wiemy, że psychoterapia powoduje zmiany w mózgu. Profesor Nancy Andersen, była redaktorka naczelna „American Journal of Psychiatry”, napisała kiedyś, że psychoterapia, czasem dyskryminowana jako pustosłowie, jest tak samo biologiczna jak leczenie farmakologiczne. Dla mnie takie rozumienie psychoterapii jest czymś odświeżającym i odkrywczym. Choć już właściwie Zygmunt Freud w „Projekcie naukowej psychologii” – który za jego życia przeszedł bez rozgłosu – podkreślał, że terapia mówieniem powoduje zmiany połączeń neuronalnych. W tamtych czasach było to jednak zbyt rewolucyjne myślenie.
Ale dziś wiemy, że tak jest rzeczywiście. Chociażby Eric Kandel – laureat nagrody Nobla – udowodnił, że proces uczenia się powoduje zmiany połączeń synaptycznych, a przecież psychoterapię możemy rozumieć jako uczenie się nowych strategii radzenia sobie z problemem, uczenie się czegoś nowego w relacji z drugim człowiekiem, przepracowywanie pewnych trudnych emocji z przeszłości. Wiele badań wykazało, że w trakcie psychoterapii dochodzi do zmian metabolizmu czy przepływu krwi w niektórych regionach mózgu, zmian analogicznych do takich, które pojawiają się pod wpływem leczenia farmakologicznego.
📍 Łukasz Kwiatek w rozmowie z psychiatrką prof. Dominiką Dudek w specjalnym wydaniu Tygodnika Powszechnego „Moc umysłu” (6/2025)
📸 Unsplash/ Bioscience Image Library by Fayette Reynolds
12/09/2025
No właśnie …
Zostawiamy wszystko na później i zapominamy, że „później” nie jest nasze!
Że „później” ludzi może już nie być z nami.
Że „później” możemy już ich nie usłyszeć, nie zobaczyć.
Że „później” dzieci nie są już dziećmi, a rodzice są tylko wspomnieniem.
Że „później” dzień zamienia się w noc, noc w bezradność, uśmiech w grymas bólu, a życie we wspomnienie.
„Później” będzie za późno!
Sześćdziesiąt Sekund
Kliknij tutaj, aby odebrać Sponsorowane Ogłoszenie.
Kategoria
Skontaktuj się z firmę
Strona Internetowa
Adres
Kołobrzeg
78-100
